kosi-mazaki






Liczniki

Ewelina i Bartek
Nasze Chiny:)

Galeria

Stragan w Ruian


Uliczny grill:)


Lotnisko w HongKongu


Xiamen


"Downtown"

Chcesz otrzymać informację o nowej notce na maila? Dopisz się;)
Subskrypcja
Kosi-mazaki

Twój email





Kontakt:
ewelina.oleszczuk@gmail.com bartosz.wozniak88@gmail.com
Skype: bartosz.wozniak88 ewelina.oleszczuk1

Archiwum
2011
listopad
październik
wrzesień
sierpień
Tajwan czyli przepiękna górska wyspa!
Ni hao!   To po mandaryńsku "dzień dobry!"  Kolejny słoneczny dzień i kolejna podróż czyli to co lubimy najbardziej!

Tym razem wybraliśmy się na Tajwan. Aby tam dotrzeć musieliśmy przebyć dluuuga drogę i wykorzystać chyba każdy środek transportu (bus-pociag-taxi-prom-samolot-
metro), w sumie cały dzień! Ale z pewnością było warto! Tajwan to mala wyspa wielkości Województwa Mazowieckiego okrzyknięta mianem malej Japonii (panuje tam kultura zbliżona bardziej do Japońskiej, niż Chińskiej!) Dla nas oznaczało to tylko jedno- SUSHI!

Night Market
Night Market 2

Celem naszej wyprawy była stolica Tajwanu Tajpei.
Pierwsze wrażenie? Cisza, spokój, w metrze ludzie ustawienie w kolejce do wagonów i pełna kultura. Po dość długim pobycie w Chinach było to dla nas oszałamiające. Podobnie jeżeli chodzi o kulturę na ulicy. Przyzwyczajeni do przestrzegania prawa dżungli było ciężko zwracać uwagę na czerwone światło! :D Tajpei to miasto bardzo czyste i niewyobrażalnie rowinięte. Widać ze każdy mieszkaniec dba o to aby przestrzegać prawa. Za papierek na ulicy czy nadużywanie klaksonu grozi tu dosyć wysoki mandat. Brak wolnego czasu jest główną chorobą tajwańskiego społeczeństwa. Zmęczony pracą Tajwańczyk wraca do domu i nie ma siły na dodatkowe zajęcia. Nic dziwnego, że Tajwanki należą do najbardziej "nieusatysfakcjonowanych" kobiet ;P W blokach mieszkalnych panuje grobowa cisza o każdej porze dnia i nocy. Na co można zwrócić jeszcze uwagę wiele osób w dalszym ciągu nosi maski na twarzy. Zapewne jest to kwestia obawy przed powrotem SARS gdyż Tajwan był jednym z najbardziej zakażonych regionów. Ale szczegołów nie znamy bo może wchodzą w to inne aspekty...

Taipei 101
Panorama północnego wybrzeża Tajwanu

Tajpej to miasto reklam i skuterów. Reklamy, podobnie jak w Chinach, są wszędzie. Jeżeli chodzi o skutery, to jest inaczej niż w innych krajach Azji; tzn na jeden skuter wchodzą 2, niekiedy 3 osoby (a nie 6, 7, 8...). Poza tym tajwańczycy są przemili i bardzo pomocni. Mieliśmy wiele sytuacji kiedy jeszcze dobrze nie wyciągnęliśmy mapy a ktoś podbiegał do nas "Jestem wolontariuszem. Potrzebujesz pomocy?" - oczywiście po angielsku.

Jioufen
Jazda nad przepaścią:)

Pierwszy dzień ze względu na deszczowa pogodę postanowiliśmy zostać w Taipei. Zwiedziliśmy min. Tajpei 101 - do 2001 roku największy budynek świata z 101 pietrami. Jeśli jesteś miłośnikiem budownictwa to zapewne zrobi na Tobie wrażenie tak jak na Bartku. Niestety ale koszt wbicia się na szczyt to ok 50 zl. Następnie odwiedziliśmy Muzeum Nauki. Każdemu kto nie przekroczył 15 lat bardzo polecamy. Miejsce typowe na wycieczki szkolne. Ale żebyśmy nie wyszli na takich sztywniaków skorzystaliśmy z możliwości jazdy rowerem na linie na wysokości kilkunastu metrów. Frajda co nie miara! Kolejnym punktem naszego programu było Muzeum Astronomii.I tutaj już bardzo nam się podobało :) Wiele ciekawych eksponatów, fajnie przedstawionych historii astronautów i miliony miliony gwiazd!!!  Na zakończenie dnia wybraliśmy się na Night Markt (Nocny Market). Ubrania w Taipei na takiego typu targach są tańsze ni w Polsce i można znaleźć rzeczywiście wszystko! Jeśli chcesz również zjeść tradycyjne tajwanskie dania takie jak rybne kuleczki czy ciastka wypełnione czymś w rodzaju budyniu to śmiało zapraszamy w to miejsce. Bardzo popularne w Taipei są również bary serwujące sok ze świeżo wyciśniętych owoców. Trudno się nie skusić. Gorąco polecam.

Yehliu
Yehliu 2

Kolejny dzień spędziliśmy poza miastem. W pierwszej kolejności pojechaliśmy do Yehliu Park. Jest to park oddalony około 60 km od Taipei. Yehliu jest naprawdę wyjątkowy. Park położony wzdłuż oceanu podlega ciągłym erozjom. Plaże pokryte są skalnymi formacjami a widoki zapiera dech w piersiach. Sami zobaczcie na zdjęciach!

Part time job
Rowering!!!

Mój ulubiony dzień spędziliśmy w małym górskim miasteczku Pinglin. Jest to mała wioska słynna z produkcji herbaty Pinglin. W pierwszej kolejności zwiedziliśmy słynne Muzeum Herbaty gdzie mieliśmy możliwość skosztowania filiżanki herbaty ale również herbacianych lodów w kubeczkach! Na resztę dnia wypożyczyliśmy rowery i spędziliśmy cudowne, słoneczne popołudnie jeżdząc w górach miedzy polami herbat. Było tam na prawdę fantastycznie!

Jest to nasza ostatnia wyprawa po której relacje możemy zdać będąc jeszcze w Chinach. Podróż powrotna zapowiada się również bardzo interesująco!


Pozdrowienia z deszczowego Wenzhou i do zobaczenia w Polsce już 16 grudnia!

Tagi: tajwan, taipei, jioufen, yehliu, pinglin, taipei 101
kosi-mazaki 2011-11-09 17:38:18
skomentuj (0)
Słoneczny Pekin cz. 2
Ile dni należy zarezerwować na zwiedzanie Pekinu? My zdecydowaliśmy się na 5- jednak nie do końca starczyło czasu aby wszystkie miejsca odwiedzić;/ Głównym problemem był fakt, iż zdecydowana większość miejsc turystycznych, wartych odwiedzenia działa a w godzinach 8-16. Po 16 miasto zwiedzanie jest bardzoo ograniczone. Z drugiej strony, to właśnie o tej porze otwierają się setki nocnych marketów gdzie przenosi się życie.

Panda!

Kontynuując wątek z poprzedniego posta, po spędzeniu pierwszych 48 godzin w Pekinie nie mieliśmy dość:) 3 dzień rozpoczęliśmy od wizyty w ZOO. O ile samo położenie miejsca jest cudowne- w parku, w otoczeniu oczek wodnych to zdecydowanie NEGATYWNIE należy wypowiedzieć się o sposobie traktowania zwierząt. Klatki były brudne, małe, betonowe (!), z kłującym w płuca zaduchem. Na sam widok Tygrysów trzymanych w pomieszczeniu 5x6 metrów z 1(!) gałęzią oraz rysunkiem afrykańskich sawann na ścianie (sądząc po jakości można sugerować, że rysunek miał dobre kilkanaście lat) krajało się serce. Wybieg dla niedźwiedzi, na świeżym powietrzu, jednak niezrozumiałe dla nas pozostało dlaczego zwierzaki nie miały ani kropli wody w naprawdę słoneczny dzień. Być może za pożywienie starczały im produkty dostarczane przez zwiedzających- batony, chipsy, kiełbaski, kurczaki.... dla wrażliwych osób nie jest do dobre miejsce. Na plus można zaliczyć, nowe wielkie oceanarium, które (podobno) jest rewelacyjne. Niestety, zw. na brak czasu nie zdecydowaliśmy się- może następnym razem;) Cena biletów to 25RMB.


Niedźwiedź brunatny
Para lwów;)

Kolejne kroki (ku mojej wielkieeeej uciesze) skierowaliśmy w stronę kompleksu Olimpijskiego! Co tu duży by nie mówić, stadion Olimpijski naprawdę fajny, trybuny na 80 tys. kibiców, widoczność murawy b.zadowalająca. Niestety nie dane nam było skosztować atmosfery żadnej imprezy na tym obiekcie;) Punkt obowiązkowy podczas zwiedzania miasta! Bilety w 2 kategoriach cenowych: 50RMB lub 100RMB za bilet VIP- dostęp do restauracji stadionowej + strefy biznesowej, głównie lóż oraz tarasów.


Stadion Olimpijski z zewnątrz
Murawa i trybuny!

Następnego dnia- 1 października rozpoczęło się chińskie szaleństwo czyli tzn. Golden Week- tydzień obchodów niepodległości Chin. Szczególnie ważne dla chińczyków są pierwsze 3 dni gdy cały kraj ma wolne od pracy! W niektórych miejsca okres wydłuża się do 7 dni! W tym czasie odradza się jakichkolwiek podróży pociągami, autobusami po Chinach, gdyż nawet do 300 milinów ludzi podróżuje przez kraj do domów. Po części udało nam się to odczuć ale o tym za chwilę... Po sporych problemach komunikacyjnych (patrz niżej) udało nam się w końcu dotrzeć do Pałacu Letniego. Jest to ogromny kompleks przeznaczony do odpoczynku dla cesarzy. Jego zdecydowaną większość stanowią 3 jeziora (można wypożyczyć łódki), jednak chcąc zwiedzić jego pozostałą część- niestety nie starczy nam 1 dzień... Sam "pałac", a raczej kompleks pałaców urządzony w iście cesarskim stylu (czyt. momentami z przepychem)- kilka świątyni, kramów, parki, wąskie uliczki. Dużo wrażenie zrobiła na nas uliczka wybudowana z przeznaczeniem na cesarskie zakupy:) z kanałem wodnym po środku. Na całe szczęście nie znaleźliśmy tam objawów globalizacji- tylko wyłącznie chiński charakter miejsca;) Pałac letni powinien się zdecydowanie znaleźć na liście obiektów do odwiedzenia- chcąc jednak e czerpać największą przyjemność lepiej udać się rano i nie w weekend- jest to jedyny sposób na uniknięcie tłumów. Bilety dostępny w różnych formach- pojedyncze wejściówki lub całościowy bilet (bez zniżki studenckiej) za 50RMB.


Widok na główną świątynię
Jeziorko
Ulica Suzhou

Na ostatni 5 dzień zaplanowaliśmy zwiedzanie Świątyni Nieba oraz długi spacer z tegoż miejsca dookoła historycznego centrum Pekinu. Świątynia Nieba...podobna do wszystkich innych świątyni w Pekinie i Chinach. Niestety. Kultura odwiedzania takich miejsc jest bardzo podobna do polskiego zwyczaju odwiedzania kościołów, bazylik i modlenia się przez innymi ołtarzami. Miejsce polecamy jednak z innego powodu- ogromnego parku dookoła, utrzymanego w bardzo dobry stanie który o dziwo nie gromadzi tłumu Pekińczyków- dając możliwość relaksu oraz odpoczynku od miasta. Po kilku dniach w Pekinie jest to naprawdę ważne... Bilety- całościowy do wszystkich miejsc na terenie parku- 35 RMB.


Świątynia

Występ lokalnych pieśniarzy:)
Spacer po parku

Jako rodzaj transportu po Pekinie polecamy zdecydowanie Metro. Lini jest kilkanaście, pociągi są szybkie, dojeżdżają wszędzie tam gdzie potrzeba. Bilety są tanie (2RMB), cena ta obowiązuje na wszystkie linie (z wyłaczeniem szybkiej kolei na Lotnisko) na wszystkie stacje, bez znaczenia na długość jazdy. Z drugiej strony jest ono mocnooo zatłoczone- no ale- zjeść ciasto i mieć ciastko... raczej się nie da;)


Tak jak wspominałem wyżej w dniach 1-7.10 Chiny świętują Niepodległość jako pamiątkę ustanowienia Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku. W całym kraju odbywają się setki parad, miasta przeżywają prawdziwe oblężenie turystów, na każdym rogu dostać można małe flagi ChRL. Niestety odczuliśmy to na własnej skórze- poruszanie się w centrum miasta graniczy z cudem- chcąc przedostać się z punktu A do B należy poprostu włączyć sie do rzeki ludzi i tak już pozostać... stacje metra oraz niektóre ulice w okolicach naszego hostelu były zamknięte (King's Joy International Hostel- polecamy!), ruchem kierowała policja co sprawiało duże problemy... W dodatku każde zejście do przejścia podziemnego, metra zaczynało się kontrolą bagażu co niestety skutecznie wstrzymywało ruch;/


Podsumowując, Pekin jest przepiękny w swojej formie i nie przypomina nowoczesnego, bez klimatycznego Szanghaju. W samym mieście jest mnóstwo ciekawych miejsc do odwiedzenia (na zakupy najlepiej udać się Silk Market). Należy pamiętać także, iż odwiedzając stolicę Państwa Środka nie można zapomnieć o górskich okolicach miasta idealnych na piesze wędrówki. Życie jest tylko nieznacznie droższe niż w innych rejonach kraju. BARDZO POLECAMY:)

Tagi: pekin, wskazówki, świątynia nieba, zwiedzanie pekinu, pałac letni, pekin zoo
kosi-mazaki 2011-10-26 06:18:43
skomentuj (0)
Shaolin, Pekin część 1:)
Ktoś kiedyś powiedział, że spędzając w Pekinie 24 godzin, oddychając powietrzem unoszącym się nad miastem oznaczy to mniej więcej to samo co wypalić 70 papierosów! Czy to prawda? Nie wiem. Jestem pewien natomiast, że jeśli to prawda to warto się truć;) Wszystko po kolei:)

Naszą kolejną podróż rozpoczęliśmy 26.09. Z Ruian udaliśmy się do Szanghaju (5h), a następnie do Luoyang (16h!). Na nasze szczęście wykupiliśmy dość wcześniej miejsca leżące do spania więc podróż minęła nam bardzo przyjemnie;) Do Luoyang dotarliśmy o 6.30- miasto to było jedną z pierwszych stolic Cesarstwa chińskiego (ok. 2500 lat temu) jednak zw. na bardzooo napięty grafik nie było nam dane go zwiedzać. Od razu udaliśmy się na miejsce odjazdu wycieczki do Klasztoru Shao Lin. TAK! Marzenie każdego małego chłopca oglądającego Bruca Lee i Jackie Chan'a:) Po 2 godzinnej podróży busem dotarliśmy na miejsce w składzie bardzo okrojonym- 3 osobowa rodzina chińska, nasza 2 i nasz chiński przewodnik. Dzięki Bogu, że zabraliśmy ze sobą przewodnik bo naszego lidera ciężko było momentami zrozumieć (Here, Kung Fu, Fight...). Sam klasztor niestety trochę rozczarowujący zw. na tłumy ludzi oraz przede wszystkim na fakt, że spustoszyły go 2 pożary- ostatni w 1916 roku. Z drugiej strony ogromne wrażenie zrobiły na nas 2 rzeczy- pierwsza to drzewa na której po dzień dzisiejszy adepci Kung Fu ćwiczą walkę palcami oraz świątynia służąca do doskonalenia pracy nóg- na posadzce widać 30 cm! wgłębienia w miejscu odbywania się zajęć- obie atrakcje nie zostały zniszczone podczas ww. pożaru.
Dziury w drzewach:)

W okolicy klasztoru znajduje się tzw. Młody Las (Shao Lin). Jest to miejsce w którym wojownicy Kung Fu stawiali w przeszłości wieżyczki ku chwale swoim nauczycielom. Robiąc zdjęcia należy pamiętać aby uchwycić więcej niż 1 wieżę, w przeciwnym razie sprowadzimy na siebie pecha! Dla szczęśliwców którzy trafią na dobrą pogodę czeka również podobno zapierających dech w piersiach spacer po górach- nam niestety nie pozwoliła na to pogoda.

Wojownik

Co ciekawe, szkoła Kung Fu nadal istnieje i ma się podobno nie najgorzej- istnieje nawet specjalny internat i kurs dla obcokrajowców:) Dzieci trafiają do niej mając zazwyczaj 5-6 lat i spędzają w niej ok. 10 lat... każdy dzień zaczynając od marszu lub biegu po pobliskich górach. Oprócz zajęć typowo fizycznych uczniowie mają także zajęcia czysto teoretyczne z wiedzy powszechnej. Z informacji uzyskanych przez nas wynika jednak, że nie wszystko jest tak jak być powinno. Szkoła nie kładzie przede wszystkim większego nacisku na kształtowanie mentalności uczniów- ucząc ich od najmłodszych lat występów przed publicznością.... Bilet wstępu na teren kompleksu kosztuje 100 RMB (50zł). Do klasztoru bardzo łatwo dojechać lub wziąć udział z jednej z zorganizowanych wycieczek- w każdym hostelu w Lyoyang jest wielee takich ofert.

Tego samego dnia, o 23 wyruszyliśmy w dalszą podróż. Po 1,5 godzinnym oczekiwaniu na spóźniony pociąg do Pekinu udało nam się dotrzeć do wagonu. Niestety miejscówki jakie mieliśmy to tzw. hard sity- najtańsze w najbardziej zatłoczonych wagonach z ludźmi stojącymi w przejściach:) Co do samych siedzeń to wcale nie są takie hard- siedziało się wygodnie. Inną sprawą jest ogromny bałagan, ludzie przewożący ogromne pudła, małe zwierzęta, keybordy, etc! Po 8 godzinach zameldowaliśmy się w Pekinie!

Plac Tianamen
Ewela w ogrodach:)

Nie ociągając się ani minuty wyruszyliśmy na zwiedzanie Zakazanego Miasta. Całość okazała się naprawdę fajna, poza setkami naciągaczy, ludzi wciskających podrobione zegarki i torebki:) Większość ZM składa się ze świątyń oraz obszernych placów. Do niedawna, przez setki lat, ta część Pekinu była niedostępna dla mieszkańców oraz turystów. Miejsce to było przeznaczone tylko na użytek Cesarza i otaczającej go świty. Nie znając historii tego miejsca można jednak odnieść wrażenie, że jest ono dość... nudne. Z drugiej strony, spacerując po tych samych ścieżkach którymi kilkaset lat temu spacerowali cesarze chińscy, oglądając miejsca ich modlitw oraz przedmioty codziennego użytku można poczuć klimat temu miejsca. Bilet- 50 RMB. ZM połączone jest z przepięknymi ogrodami z dominującym ponad nimi wielkim wzgórzem z którego podobno podziwiać można panoramę ZM. Niestety, zw. na lekką mgłę- atrakcja ta była dla nas mocno ograniczona;/ Całość dnia zakończyliśmy spacerem po Placu Tianamen podziwiając stojących na baczność, śmiertelnie poważnych chińskich żołnierzy strzegących porządku.

Mur

Drugiego dnia z samego rana wyruszyliśmy na podbój Chińskiego Muru! Jako przykładni turyści nie poszliśmy na łatwiznę wykupując wycieczkę z biura podróży tylko udaliśmy się na miejsce komunikacją miejską (bilet w 1 stronę- 12 RMB). Sam Mur... co tu dużo pisać- przepiękny, potężny, wijący się po górskich zboczach- aż ciężko uwierzyć, że zbudowany przez ludzi... Z 4 dostępnych odcinków wybraliśmy Badaling- najpopularniejszy, co za tym idzie najbardziej zatłoczony. Miejsce to jednak jest o tyle szczególne gdyż zapewnia najlepsze widoki na góry i sam mur! Bilet- 50RMB- studencki 25RMB/12zł.

Póki co to tyle- w ciągu kilku dni postaramy się opisać resztę podróży oraz wspomnieć o największym chińskim święcie narodowym- Święcie Niepodległości jakie mieliśmy okazję przeżyć w Pekinie...:)

Tagi: kung fu, pekin, luoyang, mur chiński, shaolin, zakazane miasto, tianamen
kosi-mazaki 2011-10-08 18:18:53
skomentuj (1)
Chinska mentalność

Zawsze kiedy odwiedzamy nowy kraj jest on dla nas ciekawy i dlatego jesteśmy nim zachwyceni. Co innego gdybyśmy chcieli mieszkać w nim na stałe. A ja teraz chciałabym wam powiedzieć dlaczego Chiny mnie nie tylko zauroczyły ale również dlaczego tak bardzo je polubiłam! Ja po prostu uwielbiam tych ludzi i ich mentalność!

Zacznę od najmłodszego pokolenia bo z nimi mamy tutaj największy kontakt. Rodziny zazwyczaj mają jedno dziecko i bez względu czy jest on z biednej czy z bogatej rodziny jest traktowane jak perełka. Rodzice troszczą się o swoje pociechy a przez to pozbawiają je jakichkolwiek obowiązków domowych. Czy jest to dobre?? Oczywiście, ze nie!!! Mali chińczycy nie wiedzą co to jest odpowiedzialność a kiedy stają się młodzieżą nie mają czasu aby się tego dowiedzieć bo są zajęci odrabianiem pracy domowej!!! W szkołach uczeni są systemową (chociaż nie wiem czy to dobre określenie). Chodzi o to, że starają się odpowiadać na pytanie tylko tak jakby chciał tego nauczyciel. Kreatywność to dla nich abstrakcja! Burza mózgów podczas zajęć nie wchodzi w grę. Może dlatego podczas lekcji kiedy śmiejemy się z ich skośnych oczek lub małego wzrostu mają największą frajdę. Często kiedy prowadzimy zajęcia pytamy o ich hobby - 90% odpowiedzi to spanie, jedzenie lub "ja nie mam hobby bo muszę odrabiać prace domowe i jestem zmęczony". Z jednej strony ich podziwiam za ich upór i pracowitość, a z drugiej jest mi ich po prostu szkoda! Inną kwestią jest to, że są niesamowicie otwarci i mamy z nimi bardzo dobry kontakt.

Jeśli chodzi o osoby w naszym wieku lub lekko starsze ( 20-30 lat) to wyglądają one bardzo młodo. Często doznajemy szoku kiedy dowiadujemy się że niektóre dziewczyny mają już swoje dzieci, chociaż po chwili okazuje się, że nie mają 16 lat a 26 wiec powinno być to normalne :) Wszyscy szczególnie dbają tutaj o swoje zdrowie. Wiedzą co mogą jeść a czego nie. Która potrawa jest dla nich odpowiednia i która dobrze wpływa na ich zdrowie. Wszystkie Chinki są zaopatrzone w parasole bo słonce szkodliwie wpływa na ich skórę więc im chinka bledsza tym piękniejsza!!!

Co więcej wszyscy korzystają tutaj z komunikatora QQ (kiukiu)! W Polsce można porównać to do naszego Gadu Gadu z tym, ze tutaj oni są z nim nierozłączni. Jeśli chcesz kupić bilet lotniczy, kupić ciuchy przez internet, porozmawiać z bankiem w sprawie swojego konta to korzystasz z QQ!! Ma go tutaj dosłownie każdy chińczyk!

Kobieta, która jest singlem nie ma prawa mieszkać sama a tym bardziej w swoim własnym mieszkaniu bo jest traktowana jako nienormalna! A kiedy wyjdziesz za mąż powinnaś pewien okres czasu mieszkać z rodzicami któregoś z małżonków aby oni mieli na Ciebie oko i Ci pomogli na początku małżeństwa. Co mnie osobiście sszokowało. Po urodzeniu dziecka każda chinka powinna jeden miesiąc spędzić z dzieckiem wyłacznie siedząc z domu. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że nie może ona się również kąpać, myć głowy czy zębów przez cały ten okres. Ponoć jest to wskazane dla zdrowia matki. Wiąże się to również z tym, że nikt jej nie odwiedza. Jest to tradycja ale rozmawiając z wieloma kobietami po woli ona zanika. Na szczęście tych kobiet :)  Dodatkowo gospodyni domowa to bardzo popularny zawód wśród młodych kobiet. Dlaczego? Uważają one, że przez to mogą stworzyć szczęśliwy dom! Co więcej twierdzą, że przy tym są niezależnymi kobietami! Jeśli chodzi o mężczyzn to każdy chce tutaj być businesman-em i jest ich rzeczywiście wielu.

Różnice zarobków wśród tutejszej społeczności widać gołym okiem! Po starych, brudnych uliczkach z małymi knajpkami jeżdżą lamborgini czy najnowsze BMW. Dodatkowo w sklepach wcale nie jest tak tanio. O ile za obiad płacimy ok 5 zł to jeśli chcielibyśmy kupić zwykły T-shirt to musielibyśmy zapłacić min. 60zł. Jest tutaj oczywiście pełno małych bazarków gdzie można kupić dosłownie wszystko ale jakość? Niestety "chińszczyzna"! Miasto tetni zyciem! Generalnie kazdy stara sie tutaj zarobic jak moze. Wiele osob prowadzi riksze, sprzedaje swieze pierogi, zywe zolwie, pucuje buty, rozklada sptragany z malymi balonami do ktorych dzieci strzelaja z lotek. Po prostu robia co moga, a przy tym z usmiechem na twarzy.
 
Na co chcialabym zwrocic uwage! Czuje sie tutaj na prawde bezpiecznie! Powrot do domu po 21 nie jest dla mnie zadnym problemem. Nie spotkala mnie zadna przykrosc! Wszyscy czy to w sklepie, czy na ulicy staraja Ci sie pomoc. Nie mowiac juz nawet o tym ze jestesmy jak atrakcja turystyczna! :D
 
Prawie bym zapomiala! Bylam wczoraj u fryzjera! Wybralam sie do niego z kolezanka z naszej szkoly - chinka, z ktora nigdy nie mialam problemu sie dogadac. Nie przewidzialam jednak, ze ciezko bedzie jej zrozumiec szczegoly o ktore mi chodzilo! Generalnie cyrk na kolkach! Poczatkowo oczywiscie kazdy fryzjer musial zaliczyc fote ze mna a pozniej przeszlismy do rzeczy! Zaprowadzono mnie do pokoju VIP-ow z wilkim tronem na ktorym projektowano mi fryzure. Po ciezkich bojach tlumaczenia o co mi chodzi dalam sobie spokoj, stwierdzilam ze moze to byc jedno z wiekszych doswiadczen w Chinach i oddalam sie w rece szefa. Mycie glowy w salonie fryzjerskim w Chinach to istna bajka! Ok 45 minut masowano mi glowe roznymi kosmetykami (w tym naszym Dove) i to nie na krzesle na ktorym po chwili cierpnie szyja tylko na wielkim lozu! Nastepnie w totalnym milczeniu patrzylam jak skosnooki fryzjer walczy z moim buszem wlosow. Szczerze to byl moj pierwszy raz kiedy bez slow fryzjer zrobil to o co rzeczywiscie mi chodzilo! Koszt? 30 zl.

P.S. Jestesmy teraz w Pekinie i dlatego nie mamy mozliwosci zamieszczenia fotek! Oczywiscie obiecuje ze wkrotce sie one tutaj znajda! Pozdrawiam :)


Tagi: chiny
kosi-mazaki 2011-09-28 16:10:15
skomentuj (4)
Smaki Chin:)
Z wielkim żalem, jednak niestety- zbliża się moment opuszczenia przez nas Ruian. Za 3 tygodnie zaczynamy 2 część praktyki w Quanzhou (ok. 450km na południe od miejsca w którym obecnie się znajdujemy). Co do nowego miasta to wiemy o nim jeszcze niewiele- poza tym, że jest bardzo stare i ogromne- 6 mln mieszkańców. Próbujemy być w stałym kontakcie ze szkołą ale jednak nie jest to tak kolorowe i proste jak mogłoby się wydawać;) Wysłaliśmy im między innymi nasze prośby co do mieszkania- tak, chińczycy mają nam znaleźć mieszkanie- już drżę... Nie pisaliśmy o tym jeszcze ale po powrocie z Szanghaju zaproponowano nam pewne lokum w Ruian- z radością się zgodziliśmy licząc na własne 4 kąty, perspektywę zrobienia śniadania i kupienie czegoś do jedzenia z nadzieję na użycie lodówki. Ważna nauczka na przyszłość- mieszkanie zdolne do zamieszkania to jednak 2 różne perspektywy dla chińczyka i europejczyka. Wydawało nam się, że nie mamy wielkich wymagań i w rzeczywistości tak było (po doświadczeniach między innymi w pokojach akademickich Przegubowiec:)). Mieszkanie okazało się wielką klapą... na 1 rzut oka zauważyłem tylko brak prysznica i prądu (klucze dostaliśmy przez wyjazdem do Szanghaju)- postanowiliśmy jednak, że się nie damy i posprzątamy po powrocie. Po zakupach środków czyszczących zabraliśmy się do pracy... Zapał opadł po 4 godzinach gdy udało się sprzątnąć tylko łazienkę i 1 pokój. Niestety ale zw. drastyczne widoki nie publikujemy szczegółów... Następnego dnia wróciliśmy do hotelu gdzie spędziliśmy ostatnie 5 tygodni. Wbrew pozorom nie było to takie straszne doświadczenie- opłacone przez szkołę, w miarę nowoczesne pokoje z codziennym serwisem sprzątającym i świeżymi ręcznikami i pościelą co 2 dzień;) Z drugiej strony brak pralki i kuchni... trzeba było kombinować:)

Zupka z alg morskich z pierożkami
Uliczne śniadanie

Brak kuchni ma jednak swoje dobre strony- te smaczne chińskie:) Zdecydowaną większość posiłków zmuszeni jesteśmy spożywać w okolicznych barach, restauracyjkach mieszczących góra 10-12 osób lub nie mieszczących nikogo- coś a'la riksza tylko zamiast siedzenia doczepiona jest kuchnia polowa. Co do samego jedzenia to doznaniach nie odkryliśmy ameryki- tak jak się spodziewaliśmy kuchnia chińska jest bardzo dobra i zróżnicowana. W samych Chinach kuchnię kataloguje się w 8-9 rodzajów w zależności od miejsca zamieszkania. Nasz region nie posiada jednak typowych dla niego potraw- jest to raczej mieszanka różnych stylów z dominacją wołowiny i wieprzowiny. Od naszych polskich "chińczyków" tutejsza kuchnia różni się jednak dość znaczenie. Główna różnica to świeże warzywa- zamiast tych mrożonych oraz lekkie, nie zaprawiane sosy.


Pyzy na śniadanie

Dla spragnionego chińczyka i turystów dzień zaczyna się teoretycznie dość wcześnie- pory na jedzenie są tutaj bardzo ważne, generalnie wszyscy jedzą w tym samym czasie i nikogo nie dziwi ekspedientka wsuwająca ryż w sklepie na Twoich oczach;) Pora na śniadanie trwa do 9-10 rano. Do najpopularniejszych dań śniadaniowych należą: ryż, jajka, mleko, warzywa, pierogi (gotowane na parze!), zupy, pyzy z przeróżnym nadzieniem- zarówno smażone jak i gotowane (podobnie jak pierogi- na parze). Nasze śniadanie poza ww. rzeczami składa się głównie z płatków z mlekiem bądź bagietki z topionym serem żółtym (niestety bardzo drogim 6 plasterków ok. 13RMB- 6-7zł) i ma miejsce około 10-11.00.


Zupa noodle 1
Zupa noodle 2

Następnym ważnym momentem w ciągu dnia jest 12-13 czyli tzw. pora obiadowa. Tutaj dominują już potrawy cięższe gatunkowo czyli, ryż:), wszelkiego rodzaje zupy i smażony lub gotowany makaron z warzywami, owocami morza lub mięsem. Kilka słów nt. zup- czyli tak soup noodles. Podawane są w całkiem sporych naczyniach z dużą ilością makaronu- noodles. Tak jak pisaliśmy już wcześniej, jest on zazwyczaj wyrabiany przy Tobie, mega smaczny i niesamowicie dlugi- 60-70cm jedna nitka! Do zupy dodawane jest zazwyczaj jakieś mięso i warzywa- co ważne są to zazwyczaj warzywa świeże. Ile jest rodzajów zup? Nikt tego nie wie- samego makaronu jest z jakieś 6-7 rodzajów. Nasze ulubione to zupa z alg morskich z pierożkami i zupa pomidorowa z wołowiną:) Inną opcją kulinarną jest wyżej wymieniony przeze mnie ryż. Podobnie jak zupy i makaron podaje się go w przeróżny sposób- gotowany, smażone, w jajku, z groszkiem, z pomidorami i itd. Jako dodatek serwowane jest mięso z warzywami bądź tofu- chiński ser sojowy! Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć przepyszną wieprzowinę z groszkiem, melon z bardzo pikantnym sobie i smażoną fasolę...Moim ulubionym daniem są jednak smażone na woku lub gotowane noodle z warzywami- świeże, pożywne i zdrowe. Oczywiście wszystko jemy pałeczkami- wliczając w to niektóre zupy...


Dodatki do ryżu:)
Smażony makaron 1
Smażony makaron 2

Czas na następny posiłek przypada na godzinę 17-18. Zakres dań zawiera te same pozycje co na wcześniejszą porę;) Poza głównymi daniami istnieją jeszcze setki innych sposobów na zaspokojenie głodu- poczynając od obecnych wszędzie KFC z chińskim menu, cukiernie z przesłodkimi i kapiącymi tłuszczem bułkami słodkimi po małe budy z jedzeniem. Kupić można dosłownie wszystko, od grillowanych ośmiornic, warzyw, naleśników, "kanapek" itd. Do najsmaczniejszych zdaniem moim zdaniem należą małe bułeczki z kapustą, mięsem i czymś zielonym (całość jest dość słona ale naprawdę smaczna!) oraz naleśniki z warzywami, kiełbaską z kukurydzą, szczypiorkiem, sosem sojowym na ostro.


Naleśniki
Bułeczki

Do większości posiłków Chińczycy piją gotowaną wodę lub herbatę. Piwo jest tutaj (niestety) dość mało popularne i dominuje 2.5% Tsingdao... w smaku nie jest straszne ale znacząco odbiega od naszego- polskiego chmielowego piwa. Dostępne są oczywiście zachodnie marki- głównie Heineken lub Budwaiser jednak są one stosunkowo drogie (puszka 0,2l- 8RMB- 4zł). Poza tym, ogromny wybór soków, napojów gazowanych i kolorowych- większość bardzo słodka.


Chińskie Lays'y

W Ruian w chwili obecnej na zegarku godzina 10.00... czas na śniadanie- pisanie o jedzeniu przed śniadaniem nie było dobrym pomysłem;)


PS.

Chciałem wszystkim BARDZO gorąco podziękować za życzenia urodzinowe:)

Tagi: chińszczyzna, tofu, noodle
kosi-mazaki 2011-09-15 04:58:34
skomentuj (0)
Szanghaj od kuchni
Gdybym miala opisac Szanghaj w trzech stwierdzeniach, powiedzialabym: nowoczesny, zaskakujący, mało chiński:) Miasto jest polaczeniem Wschodu z Zachodem; ogromna metropolia liczaca 18 milionow ludzi, przyciąga co roku coraz to nowych imigrantów z roznych zakatkow Chin, a takze reszty swiata. Mimo, iz przyjechalismy poznym wieczorem miasto powitalo nas uderzeniem goraca (jak zwykle skorzystalismy z niezawodnej w Chinach szybkiej komunikacji kolejowej). Hostel w ktorym mieszkalismy bardzo pozytywnie nas zaskoczyl i to nie tylko cena. Juz po pierwszym dniu traktowalismy go jak swoj domu:) Mielismy do dyspozycji sale klubowa wygladajaca jak salon z przewygodnymi kanapami i bilardem, gdzie co wieczor moglismy sie zrelasowac. I to bylo dla nas ogromnym pozytywem.

Ogrody Yuyuan 1
Ogrody Yuyuan 2
Ogrody Yuyuan 3
Ogrody Yuyuan 4
Ogrody Yuyuan 5

Deszczowy poranek to dla nas najmniejszy problem. Nieugięci wybralismy sie na spacer do słynnych, liczących ponad 400 lat Shanghajskich ogrodow (Yuyuan Garden). Stanowią one labirynty skał z pawilonami, mostkami i oczkami wodnymi. Strzegą ich kamienne smoki. W środkowej części ogrodów zwiedziliśmy przepiękną herbaciarnię Huxingting.Prowadzi do niej zygzakowaty most, mający chronić obiekt przed złymi duchami, które ponoć nie potrafią omijać narożników. Dodatkowo mieliśmy okazję zobaczyć Świątynię Bóstwa Miasta z przeogromnymi posągami pokrytymi złotem. Chińczycy modlą się do nich paląc specjalne pochodnie i chyląc czoła. Coś pięknego!:)

Świątynia

Shanghaj to idealne miejsce dla miłośników zakupów!!! Wokół ogrodów rozprzestrzeniają się wielkie targowiska. Podobno są to jedne z najstarszych targów w Chinach. Oczekiwaliśmy więc że będą to klasyczne, chińskie tragi gdzie kiedyś ponoć można było kupić praktycznie wszystko, łącznie ze zwierzętami. Okazało się jednak, że po części jest to raj dla tandeciarzy! Pełno było tam wszelkiego rodzaju pamiątek. A jeśli jesteś turystą szczególnie z poza Chin to przygotuj się że z każdej strony będą Cię napastować i atakować promocyjnymi cenami! Przykładowo początkowa cena jednej pałeczki do włosów to 90 RNB (45 zł), ostatecznie kupiliśmy dwie za 25 RNB (12,5zł). Co więcej, na każdymi rogu McDonald's, Starbucks czy KFC. Komercha... Z drugiej strony, ogromny wybór chińskich pałeczek, porcelany, naturalnych- chińskich tkanin i pamiątek z Mao!

Na targu:)
Typowa pamiątka z Mao

Co było fajne- poszliśmy na chiński masaż!!! Byliśmy bici od czubka głowy po sam koniec pleców pałeczkami z których po całym masażu kobieta wyczytała co nam dolega i co powinniśmy zrobić aby czuć się lepiej. Najlepsze jest to, że wszystko co powiedziała! I były to konkretne, szczegółowe dolegliwości o których wiedzieliśmy wcześniej od lekarzy z Polski! (np.chora tarczyca czy dolegliwości wątroby). Wieczorem udaliśmy się na spacer wzdłuż rzeki Huangpu. Było to dla nas o tyle ciekawe, bo z jednej strony rozciągała się słynna, stara dzielnica Bund z klasycznymi, kolonialnymi budowlami takimi jak Bank Hongkongu i Szanghaju, Dawny Hotel Palace, Bank Chiński, Izba Celna, Dawny Bank Tajwanu itp. Po drugiej strony rzeki widać całkowicie nową dzielnicę Pudong. Przez 20 lat od kiedy została ona uznana specjalna strefą ekonomiczną zapełniła się drapaczami chmur. Najbardziej podobał nam się budynek Finance Centre w kształcie otwieracza do piwa no i oczywiście wieża telewizyjna Oriental Pearl (patrz foto). Oczywiście plac budowy ciągle trwa! Do domu wróciliśmy ulicą Nanjing Lu. Szczyci się ona mianem najważniejszej handlowej ulicy Sznghaju. Ma 10 km długości a wzdłuż niej same centra handlowe. Generalnie przerażające ceny i tłok turystów. Chińskiego klimatu niestety brak...

Bund
Pudong nocą

Drugi poranek w Szanghaju zaczęliśmy od wizyty w miejscu, historycznego 1 zjazdu Partii Komunistycznej Chin! Małe muzeum ale całkiem interesujące, opisującego cały kontekst ówczesnej sytuacji- np. inwigilacja chińczyków przez rządzących francuzów. Podziwialiśmy też oryginalny stół i filiżanki z których herbatę spożywał naczelny wódz- Mao. Podsumowując, na pewno warto zobaczyć- tym bardziej, że za darmo;)

Drzwi do miejsca 1 zjazdu KPCh

Inscenizacja spotkania z 1921

Kolejnym przystankiem był pawilon Chiński na EXPO 2010. Zostawił po sobie naprawdę dobre wrażenie, chociaż zauważalne były elementy propagandy;) Na początek- krótki seans filmowy w okrągłej sali kinowej (dookoła wielkie ekrany + ekran na suficie). Tematem oczywiście wielkość i potęga Chin- główne sceny to uśmiechnięci od ucha do ucha Chińczycy pracujący na budowach dworców, biurowców i fabryk (hehe!). Poza tym- animowany obraz historycznego miasta chińskiego ciągnący się dobre 50 metrów- fajne. Na kolejnych piętrach, pokazane jak Chiny chcą chronić lub chronią środowisko naturalne (m.in. energia odnawialna, sadzenie specjalnych roślin i itp). Ciężko odnieść się do tego czy jest to prawda czy nie- na 1 rzut oka od razu można zanegować ale z 2 strony widząc ogólny rozwój kraju można się zastanawiać... Co ciekawe- w miejscu gdzie w zeszłym roku odbywało się EXPO jeszcze kilka lat temu była największa w kraju stocznie. Władzę podjęły jednak decyzję aby całą stocznię oraz ok. 40 tys pracowników (!) przenieść kilkadziesiąt kilometrów w górę rzeki:) Co to w końcu za problem?

EXPO 1
EXPO 2

Ostatnim przystankiem tego dnia było Szanghajskie Muzeum Nauki i Techniki. Jedno z lepszych miejsc które widzieliśmy. Piętrowo ułożona historia świata- od czasów prehistorycznych zwierząt (mamuty, dinozaury), poprzez rozwój nauki w średniowieczu, do czasów współczesnych. Na plus- inter aktywność niektórych eksponatów, np. gra w ping-pong z maszyną, karaoke do dźwięków muzyki płynących z fortepianu- oczywiście grał na nim...robot;) Naprawdę polecamy odwiedzić! Cena po 20% zniżce studenckiej - 40RMB (20zł).

Gra planszowa z robotem?
Cały Szanghaj, fajny i na pewno bardzo gorąco polecamy go odwiedzić wszystkim w Chinach. Ciężko jednak znaleźć w nim typowo chińską architekturę i poczuć jej klimat. Z drugiej strony- miasto ma chyba obecnie trochę inne funkcje do spełnienia. Nikt nie wątpi, że realizuje je wzorowo rozwijając się w tempie ekspresowym, np. 8 linii metra czynnych w 2009 roku, 2 lata później...liczba czynnych linii to 11:)

Pudong- Oriental Pearl
Bund zza rzeki:)
Pudong po raz 3


Tagi: chiny, szanghaj, pudong, nanjing road, bund
kosi-mazaki 2011-09-02 19:30:29
skomentuj (0)
Edukacja w Chinach w skrócie;)
Pol roku bez komputera i całość studiow bez internetu? Tak, na studiach w Chinach to mozliwe. Uniwersytety chinskie roznia sie od siebie i maja rozne wymagania wzgledem studentow. Studiujac mamy mozliwosc nauki w tzw. collegach (3-4 lata) przygotowujacych do podjecia fachowej pracy oraz Uniwersytety podobne do polskich (4-5 lat). Twoje zycie towarzyskie zalezy m.in. od tego na jaki sie wybierzesz;) Na czesci z nich, uczniowie musza obowiazkowo mieszkac w akademikach, pierwszy semestr spedzaja bez komputera a wiekosc z 4 lub 5 lat nauki bez stalego dostepu do sieci. Co wiecej, studenci musza nauczyc sie zyc z.. przymusowym gaszeniem swiatla w pokojach o 23. Nie sadze zeby te obostrzenie dotyczyty takze studentow zagranicznych niemniej jednak ww. opisane sytuacje sa norma.

Szkola 1
Szkola 2
 
Mali chinczycy ida do szkoly podstwowej (primary school) w wieku 6-7 lat. Nauka trwa 6-7 lat w zaleznosci od realizowanego programu. Wiekszosc szkol to szkoly panstwowe a nauka w nich jest nieodplatna. Nastepnym krokiem w sciezce naukowej jest tzw.middle school - odpowiednik naszego gimnazjum- trwajacego rowniez 3 lata. Nastepnie przychodzi czas na nauke w liceum (high school). Tutaj sprawa jest o tyle ciekawa, ze uczniowe bardzo szybko sie usamodzielniaja (15-16 lat), zmieniajac szkole i miejsce zamieszkania. Dla "wygody" uczniow dostepne sa takze przyszkolne bursy, akademiki. W czesci z nich- obowiazuje podobny do wyzej opisanego- rygor gaszenia swiatla o 21. Najciekawsze jest jednak to, ze uczniowie liceum otrzymuja na czas wakacji prace domowa z chinskiego, angielskiego i matematyki (ok. kilkudziesiaciu testow do rozwiazania). Co wiecej, musza byc przygotowani na kontrole nauczycieli i calkiem niespodziewane dodatkowe zadania... wczoraj do jednej z naszych uczennic zadzwonila nauczycielka i grzecznie poprosila ja o przyjscie do szkoly i posprzatanie klasy;)
 
Kolejnym, naturalnym krokiem (przynajmniej dla czesci uczniow) jest szkola wyzsza- nalezy tutaj wspomniec iz studiowanie w Chinach jest odplatne i biorac pod uwage zarobki mieszkancow Panstwa Srodka nie nalezy do najtanszych. Co ciekawe, co 3-4 pytany przez nas uczen planuje wyjazd do studia do USA. Z czego wynika tak duzyt odsetek? Na pewno nie jest to srednia dla wszystkich uczniow a moim zdaniem wynika z tego, iz na nauke w prywatnych szkolach (jak nasza placowka jezykowa) moga pozwolic sobie srednio i wysoko zamozni mieszkancy Ruian i Xiamen. Samo Ruain jest miastem niezbyt wielkim jak na chinskie warunki natomiast bogactwo widac tutaj dosc powszechnie. Nikogo nie dziwi Hammer, BMW czy.. Lamborgini stojace na parkingu w centrum miasta. Czesc sklepow oferuje produkty w takich cenach, ze nawet nie chce nam sie patrzec na wystawe... (niezbyt zachwecajacy wyglad  i nieznana chinska markabutow meskich za ok 500-600zl). Z drugiej strony kontrastuje bieda niektórych osób...
Ponadto w samym Ruain funkcjonuje szkola amerykansko- chinska w ktorej ucza sie mieszkancy Chin a calosc kadry stanowia amerykanie mieszkajacy na wydzielonym terenie szkoly (tam tez znajduje sie internat/akademik oraz salki naukowe). Calosc oplacana jest przez rzad amerykanski i ma na celu popularyzacje studiowania w Stanach gdzie juz teraz 70%! studentow na takich kierunkach jak matematyka stanowia Azjaci!

Pagoda w Ruain
Jedna ze świątyń w mieście

Ps.
Poza pracą staramy się poznawać miasto, chociaż zbyt wiele okazji do tego nie ma. Wlasnie wrocilismy z rewelacyjnej kolacji fundowanej przez szkołę;) Mieliśmy okazję spróbować m.in. pikantną zupę z...ropuch (super smaczna!), pieczonego węgorza, kraby, kilka rodzajów krewetek i wiele wiele innych- ale o kuchni inny razem:)

Przy okrągłym stole
Kraaby

Przypominamy też o możliwości subskrypcji bloga- po lewej stronie;)

Tagi: chiny, ruian, edukacja w chinach
kosi-mazaki 2011-08-25 19:46:54
skomentuj (0)
Ruian
Ruian to niewielka jak na warunki lokalne (bo posiadająca "tylko" 1,2 mln ludzi) miejscowość otoczona pieknymi górami! Dzieki hojnosci naszej szkoly dojechaliśmy do niej nowiutka szybką linia kolejową. Kilka slow na temat samej podrozy:) Aby wejść na dworzec PKP w Xiamen musieliśmy pokazać wcześniej kupiony bilet i przejść przez specjalne bramki takie jak na lotnisku (skanowanie bagazu i itp). Następnie skierowano nas na poczekalnie która wyglądała jak wielki hol w ktorej tloczyli sie pasazerowie 3 pociagow. Była zapełniona Chińczykami i wszędzie kręcili się ludzie którzy chcieli nosić Ci bagaż- tak nam sie przynajmniej wydaje bo nic nie rozumielismy;/ Kiedy pociągi podjechały otworzyły się drzwi i wszyscy "spokojnie" weszli na perony (Nie ma możliwości wejść na dworzec ani na peron np. kogoś z niego pożegnać bez ważnego biletu). Poki co nasze doswiadczenia z chinskimi kolejami traktujemy bardzo na plus. Szybka kolej jest tutaj bardzo zadbana i nowoczesna- tylko pomazyc o takiej w Polsce.... Pociągi w środku mają dużo miejsca, wygodne siedzenie i jeżdżą prawie 250 km/h. Dodatkowo siedział koło nas facet z Rosji który przyjeżdża do Chin do swoich parterów z którymi buduje bardzo nowoczesne parkingi wielkopowierzchniowe (zostawiasz auto na specjalnej platformie a Ona Ci odstawia samochod tam gdzie jest akurat wolne miejsce;D Całą drogę z nim gawędziliśmy i bardzo przyjemnie spędziliśmy ten czas - a szczególnie Bartek którego bardziej interesują bardziej te tematy.

Ruian 1

Z dworca odebrała nas nasza kolezanka z pracy-
Candy wraz z Jackie- zaprzyjazniona amerykanka. Widać było, że bardzo się ucieszyły że przyjechali nowi obcokrajowcy, bo nie ma tutaj ich za wiele a cześć wyjechała na wakacje do swoich krajów. Od razu pojechaliśmy zostawić rzeczy do hotelu i Jackie oprowadzała nas po mieście. Pokazywała gdzie możemy smacznie zjeść, zrobić zakupy i jak poruszać się po mieście. W Ruian główny środkiem lokomocji oprócz taksówek ( bo są one bardzo tanie ) są riksze!!! Wyglądają podobnie jak rower z tym, że to ktoś Ciebie wiezie a Ty siedzisz sobie z tyłu jak gościu:) Korki na ulicach momentami są straszne.. każdy rządzi się swoimi prawami i nikt niczym się nie przejmuje więc musimy być ostrożni. Jazda pod prad to norma i ciekawe lecz stresujace przezycie...)

Ruian 2
Ruian 3

Jackie zabrała nas na obiad na stragan uliczny. Przypomina on stoisko z owocami na targu, wszystkie przysmaki są nabite na długie drewniane wykałaczki i leżą wyeksponowane na wielkiej ladzie (jak widac na zdjeciach). Podchodzac dostajesz tace, nakladasz sobie to co chcesz a krzykliwa chinka przygotowuje:) Generalnie próbujemy sobie co jakis czas cos nowego. Do wyboru mamy różnego rodzaju mięsa (wieprzona, baranina, wolowina- przynajmniej tak nam sie wydaje...), kalafior, grzybki, ryby, jakies cos takie dlugie, zielone- nawet smaczne, slodkie kielbaski? i wiele wiele innych. Po kilka dniach skusiliśmy się nawet na ośmiornice- smakuje nawet ok:) Fakt, że trochę tłuste wszystko ale ogólnie to przepyszne i megaaa sycace!!! Stołujemy się tam bardzo często.

Ruian 4
Ruian 5

Pierwszego wieczora wyszliśmy na przywitalne piwko nad rzekę Feiyunjiang. Poznaliśmy tam kolejne osoby z Irlandii, Holandii czy Walii i udaliśmy się do pobliskiego klubu który przypominał ten z Xiamen. Pełno bogatych Chińczyków, super muzyka i pięknie wystrojone Chinki. Z tego względu że ceny były tam powalające nasze dziewczyny zadzwoniły po swojego kolegę- Rolexa (studenta) który ze względu na stan swojego portfela postanowił częstować nas piwami i koszami owoców:)

Ruian 6
Ruian 7

Generalnie cala miejscowosc bardzo na plus, mimo ze nie jest niestety tak czysta jak Xiamen- smieci wszedzie to norma. Do pracy dochodzimy sobie na nogach- 15 minut zachaczajac o lokalna piekarnie i probujac ich wypiekow- naprawde dobre! Srednio co 2 wieczor spotykamy sie wieczorami z ludzmi, np. wczorajsze sprzatanie mieszkania polaczone z degustacja sushi! Mm:) W chwili obecnej zabieramy sie za organizacje naszej pierwszej chinskiej wycieczki! W piatek jedziemy na 3 dni do Szanghaju!:)))

Ruian 8
Ruian 9
Ruian 10
Ruian 11

PS.
Na blogu pojawily sie male zmiany. Po lewej stronie zamiescilismy kilka zdjec. Pod nimi, jezeli macie ochote jest aplikacja ktorej mozecie aby zamowic subskrypcje strony, czyli dostac informacje o nowej notce na maila;) Jeszcze nizej nasze dane adresowe:) Za wszystkie maile i uwagi wielkie dzieki!

Tagi: podróże, chiny, xiamen, ruian
kosi-mazaki 2011-08-18 18:54:32
skomentuj (6)
Pozegnanie z Xiamen...
Wysmienicie. Tak bym okreslil ostatni wieczor w Xiamen. Tym samym zakonczylismy tydzien szkolen i przenosimy sie na 3 tygodnie do Ruain. Od 1 wrzesnia- nasze miejsce docelowe- Quanzhou. Co do Xiamen- to ostatni wieczor spedzilismy mega smiesznie;D W życiu nie spodziewalem sie ze mozna sie tak fajnie bawic na karaoke w 6 osob... Nie wyglada to tak jak u nas- wielka sala, 1 ekran i wszyscy spiewaja. Tutaj jest mnostwo malych salek z wielkim TV w srodku, mega glosnikami nastrojonymi do sali, 2 mikrofony, sofy i itp. Przychodzi kelner i zamawiasz co chcesz- oczywiscie piwko i np. tutajszy przysmak- kurze lapki na ostro... czy kosz owocow. 


Wychodzac zostalismy zaczepieni przez grupkę chinczykow z prosba o piosenke po angielsku (Bon Jovi Rulez!), w nagrode postawili nam po piwku:) Nie byl to jednak koniec;) Nasz holenderski znajomy zabral nas do klubu. Megggggaaaa super, chinki spiewajace w srodku z naprawde dobrym glosem, klimatyczny. Najlepsze bylo to ze ów znajomy znal innego holendra ktory znal jakiegos chinczyka i stawiali nam caly wieczor alko;) Dobre pozegnanie z Xiamen!

Co do samego miasta i naszych zadan. Miasto jest ogromne- 4 mln mieszkancow, polozone na 2 wyspach i czesci ladowej. Niestety udalo nam sie tylko zobaczyc 1 wyspe- na niej mieszkalismy. Pogoda tak jak pisalismy wczesniej jest chwalami koszmarna... upal, żar z nieba i zaduch... temperatura dochodzaca do 40st... w tym roku podobno i tak zimno.. To dzieki czemu nie odczuwamy tak mocno temperatury to wszechobecna klima i przyjemne wieczory:) Nasza czesc miasta miejscami z wygladu przypomina europejskie metropolie lub amerykanskie miasta z drapaczami chmur...


Z drugiej strony widac ze jednak nie wszystkim sie powodzi. Najlepiej to widac w ulicznych barach gdzie mamy zwyczaj sie stolowac;) Co do samego jedzenia to bogactwo smaku i potraw jest ogromne! Niestety, nie znajac chinskiego bardzo ciezko jest cos zamowic... pozostaje poleganie na znajomych, pokazywaniu palcami i na obrazki:) Póki co staramy sie nie tykac europejskiego jedzenia chociaz od globalizacji uciec sie nie da...


Co do celu naszej podrozy (oczywiscie poza podrozowaniem:)) to praca! Prace zaczynamy o 9 i zostajemy do 17 albo o 13 i zostajemy do 21- standardowe 8 godzin. Zawsze przed praca mamy 1 godzinke na przygotowanie do zajec (jezeli mamy 5-6 lekcji to niestety jest to troche malo wiec musimy przyjsc wczesniej). Dostajemy zawsze rano rozklad na caly dzien, widzimy z kim mamy zajecia, ile bedzie osob i numer zajec. Potem idziemy do tej wielkiej szafy gdzie znajduja sie przygotowane schematy lekcji;) Kazda lekcja jest nazwana specjalnym kodem np. UI23 (Upper-Intermediate nr 23), przygotowane sa schematy dla nauczycieli i dla uczniow. Mamy czas zeby sie z nimi zapoznac i np. przetlumaczyc sobie jakies slowka jak jakis nie znam. Poza tym mamy 1 godzinke na lunch;) W sumie, na 8 godzin pracy mam 5-6 zajec po 55 minut. Jest to niestety meczace;/

Lekcja wyglada tak ze trwa 55 minut, pierwsze 10-15 to taki czas na wejscie w temat, pogadanie z nimi i itp. Celem tych lekcji jest zainteresoiwac ich angielskim wiec staramy sie zeby duuzo mowili, zadaje myim mnostwo pytan! i odowiadamy na ich pytanka. Czesto zartujemy, oczywiscie poza tematami politycznymi bo podobno czasami chodza do domu i opowiadaja co im nauczyciele naopowiadali. Potem 35 minut realizujemy juz cel zajec, czyli slowka, czytanie, wymowa, lekka gramatyka. Sa tez z nauczyciele chinscy (nie mam zajec z nimi i nie sa obecni na naszych zajeciach) i to chyba Oni przerabiaja z nimi glownie gramatyke- u nas maja mowic;) 

Nauka w tej szkole wyglada zupelnie inaczej niz u nas. Z naszych doswiadczen wynika ze wiekszosc lekcji na kursie prowadzi 1 nauczyciel. Tutaj kazde zajecia prowadzi ktos inny. Wszyscy uczniowie na kursie (np. poczatkujacy) sa mieszani codziennie i maja albo tzw. Salony (do 8 osob) lub lekcje prywatne (do 4 osob).

Wkrótce wiecej:)

Tagi: chiny, xiamen, nauka angielskiego w chinach
kosi-mazaki 2011-08-13 10:59:10
skomentuj (3)
Xiamen

W końcu jesteśmy na miejscu!!! Bezpieczni, zmęczeni ale równocześnie szczęśliwi. Podróż trwała w sumie 24 godziny. Wybraliśmy lot z dwoma przesiadkami w Moskwie i Hong Kong-u. Wcześniejsze obawy o rosyjskie linie okazały się bezpodstawne. Samolot był ogromny, wygodny a jedzenie mimo że nie za duże to przesmaczne i sycące. Ahhh jakbym mogła nie wspomnieć o pysznym ciachu na deser:) Na przyszłość radzimy wszystko smacznie zjeść bo ceny na lotniskach są kosmiczne!!! Szczególnie w Moskwie, za dwie porcje frytek (po 150g) zapłaciliśmy aż 10 Euro. Podczas całego lotu do Hong Kongu oglądaliśmy najnowsze filmy typuNever let me go czy 127 hours.  Wyspy pokryte górami zrobiły na nas ogromne wrażenie, a lotnisko jest świetnie zorganizowane i chyba z 10 razy większe niż Chopina w Warszawie (Okęcie).

Lot- 1

Lot- 2

Lot- 3 (Hong Kong)

Xiamen!!! Zostaliśmy odebrani przez Chinkę Jessy. Nie do końca ogarniała angielski, ale starała się jak mogła ;) Pogoda w Xiamen przerosła nasze oczekiwania! Żar leje się z nieba!!! Parasolka nie służy tutaj aby schronić się przed deszczem lecz do ochrony przed słońcem. Duo-rong to hotel w którym mieszkamy. Warunki są całkiem spoko a najważniejsze, że mamy klimatyzacje. Problem jest jedynie z Internetem. Mimo że hotel zapewnia WiFi to w żaden sposób nie możemy się z nim połączyć. Nawet jak byliśmy w McDonaldzie to musieliśmy przejść przez wiele procedur typu „Podaj imię nazwisko, nr. Telefonu" i inne dziwne dane. Ostatecznie z Internetu korzystamy jedynie w szkole gdzie będziemy uczyć. Musieliśmy również zmienić adres blog-a, gdyż w Chinach nie działa blogger (http://kosi-mazaki.blogger.com RIP). Widać, że obcokrajowcy są tu bardzo kontrolowani, aby wymienić walutę należy zwrócić się do banku i wypełnić wiele podań i oczywiście pokazać paszport i wizę. Jessy zaprosiła nas dzisiaj na obiad w narodowym stylu w barze przy ulicy. Jedliśmy różnego rodzaju nuddles, które w żaden sposób nie przypominają tych polskich z proszku. Są dosyć ostre i mimo, ze powinny być naszym polskim zdaniem z dodatkiem mięsa to więcej w nich kości (taki rodzaj zamówilismy- nieświadomi). Poza tym, było z nich pełno orzechów, świeża pietruszka, cebula i dużo cienkiego makaronu podobnego d naszego spaghetti. Co ciekawe ten rodzaj je się to równocześnie pałeczkami i łyżeczką.

Nuddles

Pierwszy wieczór spędziliśmy również bardzo miło. Mila ( nasza koordynatorka ze szkoły w Xiamen ) oprowadziła nas po okolicy, pokazała gdzie możemy kupić pieczywo (cieżko to nazwać pieczywem które my znamy... i inne produkty jak najtanszy ser w plastrach za okolo 30RMB- 15zł). Zabrała nas również do znajomej herbaciarni, gdzie poznaliśmy właściciela i kilka innych osób. Byliśmy zachwyceni jak oni wspólnie spędzają czas pijąc herbatę. To prawda, ze z jednego kubka pokrytego liściastą herbatę robią  wiele razy herbatę. Piliśmy je w maluteńkich filiżankach i była przepyszna. Ludzie tutaj są bardzo życzliwi, gościnni i pomocni a młode Chinki chodzą pięknie ubrane- szpilki 10 cm, cukienka konczy sie na posladkach;) 

Chinska spotkanie przy herbacie

Chinskie KFC :)

Wlasnie jestesmy po rozmowie z nasza szefowa. Nasza szkola- Kings International School jest calkiem spora i ma kilka oddzialow w Chinach. Ich ambicja jest byc najlepsza w kraju (!). Realizuje to calkiem nie kiepsko tzn. klimatyzowane, przeszklone, niewielkie sale, komputery z internetem na korytarzach, duzo uczniow, duzo nauczycieli obcokrajowcow. Wszystko ladne i zadbane- tak wyglada siedziba w Xiamen. Jak bedzie dalej- czas pokaze;)
W srode wyjezdzamy na 26 dni do Ruian- nasza szkola w Quanzhou jest jeszcze remontowana i bedziemy tam od 1 wrzesnia. W ruian bedziemy pracowac 5 dni w tygodniu w 4 nauczycieli! Troche pracy bedzie ale szkola jest podobno troche mniejsza niz ta w Xiamen.
Od jutra natomiast, przez 2 dni bedziemy obserwowac innych nauczycieli podczas lekcji dla dzieci i doroslych (sadzac po akcencie to glownie brytyjczycy). Kolejne 2 dni (poniedzialek i wtorek) poswiecimy takze na obserwacje ale i przygotowywanie z lektorami zajec;) Wszystko brzmi ambitnie i mam nadzieje ze tak bedzie do konca;) Przed podpisaniem kontraktu mielismy godzinna rozmowe z nasza managerka, tlumaczaca wszystko i odpowiadajaca na nasze pytania:)
Poza tym Chiny sa megaaaa.... duzo skrajnosci! Na ulicy, chodnikach jezdza samochody, motorki, ludzie przechodza gdzie im sie podoba:) Obok staruszki z 2 wielkimi koszami na plecach jezdza najnowsze volksvageny i bmw z przyciemnianymi szybami a w srodku lokalni gangsterzy!
 

Przykladowe ceny w Xiamen:
- Nuddle- 8 RMB- 1,2 USD / na osobe
- Chleb tostowy (12 kawalkow)- 12 RMB- 2 USD
- Ser (10 plasterkow)- 17 RMB- 3 USD
- Woda (butelka 1,5- Nestle) - 3 RMD- 0,5 USD
- Cola- Cola (1l)- 8 RMB- 1,5 USD

To co takze nas mega zdziwilo to palmy na ulicach zapadajacy o... 
19 zmierzch;)


Tagi: chiny, xiamen, nuddles
kosi-mazaki 2011-08-12 14:34:02
skomentuj (0)